• Serdecznie zapraszamy rodziców i opiekunów.

  • 01.02.2019 roku w Miejskim Domu Kultury w Częstochowie o godzinie 17.30 mamy szansę ponownie pokazać, że bije w nas serce dla „Traugutta”☺ Tym razem Bartek Sieniawski i Paweł Świerczewski wraz z towarzyszącymi im artystami przeniosą nas do rozświetlonego milionem świateł i rozedrganego emocjami Las Vegas- miasta, w którym w ciągu chwili możesz wszystko zyskać i wszystko stracić. Nad projektem czuwa Stowarzyszenie „ Traugutt dla Przyszłości” , a zysk z biletów i aukcji prac plastycznych, jak co roku, zostanie przeznaczony na modernizację kolejnych szkolnych pracowni.

    Bilety w cenie 25 zł. do nabycia od przyszłego tygodnia u wychowawców klas i u p.prof. Agaty Koćwin- Szczepańskiej.

    ZAPRASZAMY!!!

    Stowarzyszenie „ Traugutt dla Przyszłości”

Jutro imieniny obchodzą: prof. Frej Agnieszka, prof. Kołodziejek Agnieszka, prof. Mroczek Agnieszka

16.09.2012 15:37

"A było nas dziewięciu" czyli 60. rajd rowerowy Traugutt Bikers Team

W ośmioletniej historii eskapad Traugutt Bikers Team ostatni, 60. dwudniowy rajd rowerowy należał do najbardziej „hardcorowych”.
Zaczęło się niewinnie, od próby zmieszczenia 5 rowerów na 4 stanowiskach przygotowanych specjalnie do tego celu w jakże nowoczesnym składzie Kolei Świętokrzyskich. Zastanawialiśmy się, co w sytuacji, gdyby na wycieczkę tymi liniami wybrała się większa liczba osób z rowerami. Mknąc z zawrotną prędkością już po ok. 43 min. pokonaliśmy dystans 29 km wysiadając w Juliance. Tutaj mała „obsuwa czasowa”. Jadący z Koniecpola informują: „robimy wszystko, co w naszej mocy” (by dotrzeć do Julianki na umówioną godzinę – przyp. MP), a że mocy jeszcze trochę mieli, to dojechali tylko z 10 min. spóźnieniem. Ruszamy. Pierwsza planowana atrakcja, to zagroda z dzikami znajdująca się tuż przy leśniczówce „Dziadówki”.
Dzik był tylko jeden, który na dodatek albo spał, albo zdechł, nie mniej z całą pewnością (pomimo naszych drobnych prowokacji) nie ruszał się. Pamiątkowa (całkowicie spontaniczna oczywiście) „focia” i w drogę do Janowa. W dokładnie przeciwnym kierunku wyruszyła kolejna dwójka rowerzystów, których mieliśmy zabrać. Niestety – pojechali inną drogą i jakimś dziwnym trafem nie spotkaliśmy się. My w Janowie, oni w Dziadówkach – podobno tak się umówiliśmy ;) Kolejne kilkanaście minut i wreszcie wszyscy razem, w 9 osób jedziemy w kierunku Ogrodzieńca. Po drodze odwiedzamy zespół pałacowo-parkowy w Złotym Potoku, przejeżdżamy obok kościoła pw. św. Jana Chrzciciela, by ruszyć ostro pod gorzkowskie wzniesienia.
Jak szybko ruszyli, tak nagle zostali zatrzymani. W środku podjazdu dzwoni telefon: - „Profesorze, nie ma pan jakiegoś śrubokręta, bo ‘Kwiatkowi’ się rower popsuł”. Cóż było począć, głębokie westchnienie, w tył zwrot i żalem patrząc na pokonany tyle co całkiem pokaźny podjazd, czas ruszać z pomocą w dół. Awaria początkowo wydawała się błaha, nie chciała jednak szybko dać się usunąć. Kilkanaście minut wystarczyło jednak, aby w komplecie kontynuować ‘trip’. Góry Gorzkowskie pokonane, czas na zjazd do Niegowej. Szybko się okazało, że jakieś fatum zapanowało chyba nad naszymi rowerami. Po przejechaniu kilku km od poprzedniej awarii – czas na kolejną, tym razem nie byle jaką. W rowerze „kierownika” pęka łańcuch, uszkadzając przy okazji przerzutkę. „No to po wycieczce” – pierwsza myśl w głowie. Piotr próbuje jeszcze reanimować napęd – niby mamy wszystkie potrzebne części zamienne. Nic z tego. Cóż robić? Pada propozycja, aby grupa kontynuowała wycieczkę bez „kierownika”.
- „O nie, bez ‘szefa’ nie jedziemy” – zgodnie deklarują pozostali. W takim razie – „telefon do przyjaciela” i wzywamy na miejsce „wóz techniczny” z drugim rowerem. Po dwóch godzinach (z tzw. „okładem” ;) ponownie wszyscy zgodnie pedałują. Z niepokojem patrzymy na zegarki. Trochę już późno, a my jesteśmy dopiero w Bobolicach.
- „Ciśniemy” – pada hasło i TBTeam rusza do Podzamcza.
Kończy się asfalt, zaczyna się zabawa. Piach, korzenie i podjazd w kierunku Góry Zborów, zjazd do Podlesic, kawałek asfaltu i znowu podjazd, piach, korzenie, piach, korzenie, piach…. A wszystko to na znakowanej trasie rowerowej. Ot tak. Bojowo nastawieni, niezwykle zmotywowani zdobywamy Morsko. Dalej nieco szutrowych zjazdów, by ponownie trafić na asfalt. Uff… jaka ulga. Wiatr „w plecy” nieznacznie łagodzi uciążliwość kolejnych podjazdów i oczywiście – sprzyja zjazdom. Postój przy sklepie – „uzupełniamy cukier” w organizmie pochłaniając kolejne batony.
Oczekując na zmianę świateł drogowej sygnalizacji Jacek zauważa „główne źródło Warty”. Jakieś takie… „zabudowane”. Trudno, wody z rzeki się nie napijemy, ale „focia” jest. Kręcimy dalej. 62. kilometr. Wreszcie widać ruiny. Motywacja grupy rośnie. W blasku zachodzącego słońca próbujemy ogrzać zmarznięte kończyny (w przypływie dobrego humoru kilku „bajkerów” wybrało się w krótkich spodenkach. 5 minut na odpoczynek i w drogę powrotną. Ile zostało? – niemal na trzy-cztery zapytało kilku panów. Hm… i jak im powiedzieć, że nawigacja pokazuje niespełna 40km?
Około 20! (wiem, że kłamać nie ładnie, ale bycie „kilerem motywacji” byłoby w tym przypadku jeszcze gorsze). Słońce powoli znika za kolejnymi wniesieniami. Chłód doskwiera już wszystkim. Marzną przede wszystkim palce dłoni. Zjazd, podjazd, zjazd, podjazd, podjazd, zjazd. Sklep, batony, mineralna, kontrolne spojrzenie na mapę i w drogę. Jeszcze dwie wsie, dwa wzniesienia, ostatni sklep i przed nami z ciemności wyłania się budynek schroniska w Bobolicach. Nareszcie (ze wskazywanych 40 km do mety „urwaliśmy” blisko 11).
Plany na wieczór? Pieczemy kiełbaski. Ognisko rozpalili częstochowscy harcerze biwakujący (w namiotach?) na terenie posesji schroniska. Drugoklasiści dostrzegają wśród nich koleżankę z klasy. Cóż, gdzie się nie ruszysz, tam spotkasz Trauguciaka :)
Konsumpcja kiełbasek, szybki prysznic i po godz. 22 kolejni uczestnicy 60. rajdu zapadają w sen kołysani melodią (dzisiaj mówi się „bitem” ;) harcerskich piosenek. Żeby tak było na szkolnych wycieczkach – marzymy sobie po cichu.


Pobudki – prawie – nie było. Rześkie powietrze wyciągnęło większość z nas z łóżek przed godz. 8. Śniadanie (parówki podgrzewane w wodzie na patelni – bo tak podobno jest szybciej.
– Może profesor chce jedną, bo ja już nie mogę? i  w drogę powrotną. Licznik przejechanych kilometrów rośnie, ekipę opuszczają kolejni „bajkerzy”, którym bliżej do domu „inną drogą”. Na trasie mamy jeszcze m.in. „Leśniów”, kirkut w Żarkach, „dziurawą” Wysoką Lelowską, „zielony” Poraj. Jeszcze tylko szybki telefon do domu – będę za godzinę – spałaszowany kolejny baton i w drogę.
A na stole czekał gorący rosół…

W 60. rajdzie rowerowym Traugutt Bikers Team uczestniczyli: absolwenci – Piotr Zalfresso-Jundziłło, Mikołaj Sygit (który zabrał ze sobą kolegę „Kwiatka”), trzecioklasista Tomasz Rak  (IIIA), rok młodsi – Jacek Janas, Kacper Mendakiewicz i Szymon Roman (wszyscy z kl. IIE) oraz p.prof. Bartłomiej Bigdowski i Marek Podgórski.
W ciągu dwóch dni pokonaliśmy ok. 140 km.

Sobota

Niedziela

Marek Podgórski

Zaloguj się

Numerki

    • Pn
    • 11
    • Wt
    • 20
    • Śr
    • 4
    • Czw
    • 30
    • Pt
    • 22